Rewitalizacja po łódzku (ludzku)

Nieustanny temat śmichów i chichów, wymieniony w tytule, nadal pozostaje źródłem niczym niehamowanej radości, tyleż powściągliwej co rozpaczliwej trochę. Otóż właśnie Urząd Miasta Łodzi rozpoczął, a Gazeta Wyborcza dumnie doniosła o tychże działaniach, akcję mającą na celu doprowadzenie do normalności jeśli chodzi o regulowanie czynszów z mieszkań pozostających własnością miejską. Pozostawiając na boku sposób informowania przez rzeczoną lokalną prasę o tychże działaniach, zakres generalizacji oraz zgodność ze stanem faktycznym, zdrowym rozsądkiem, etc, same działania i sposób ich prowadzenia też budzą rozmaite wątpliwości. Zacznę może od punktu numer jeden, otóż jak czytamy na łamach GW “Wszyscy mieszkający na wytypowanym obszarze, czyli najprawdopodobniej w strefie wielkomiejskiej, będą musieli zostać objęci pomocą.” – dość interesujące twierdzenie, jako że stan własności kamienic w rzeczonym obszarze bywa różny, niektóre są prywatne, są tam wspólnoty mieszkanione, a także mieszkania spółdzielcze, i pisanie, że odnosi się to do wszystkich jest bzdurą. O czym wiemy, aczkolwiek skoro lokalna prasa tak pisze, to wraz ze znajomymi już prawie wystartowaliśmy z Klubem Menela.

A teraz troszkę poważniej: nie tak dawno, podczas Kongresu ISOCARP w Amsterdamie i Rotterdamie miałam okazję przeprowadzić szereg rozmów. Jedna z nich szczególnie utkwiła w mojej pamięci. Otóż właściciel firmy, o bardzo ładnej nazwie WeLovetheCity zajmującej się na co dzień przekształceniami terenów miejskich z udziałem mieszkańców, zapytany o stosowane metody, odpowiedział mi w sposób bardzo prosty i jednoznaczny – “No jak to? Ja po prostu wszystkich znam”. W mojej ocenie ta odpowiedź, którą nota bene znałam już wcześniej, sama się takim podejściem zachwycałam we wcześniej wygłoszonym referacie o łódzkim Księżym Młynie, oddaje istotę tego co winno być tutaj zrealizowane.

Teraz, wracając do naszego łódzkiego Śródmieścia, i tego co mi się znów w propozycjach Magistratu nie podoba. Otóż, zamiast wymyślać metody, które pozwolą poradzić sobie z eksmisją niepłacących czynszu mieszkańców. Przy czym, żeby była jasność, wcale nie uważam że niepłacenie czynszu jest dobre. Wręcz przeciwnie, ja płacę inni też płacić powinni. Zamiast wymyślać metody, należy udać się w teren i zacząc rozpoznawać indywidualne sytuacje. Nie wystarczy wysłać tam pracowników MOPS, którzy z racji nadmiaru petentów mają za dużo pracy i nie są w stanie wszystkiego należycie ogarnąć. Trzeba dostrzec jak się sprawy mają i podejść do każdego przypadku indywidualnie. Do dyspozycji są konkretne narzędzia, i nad tymi owszem należy popracować. Ale to nie zmienia faktu że z każdą z osób trzeba przeprowadzić rozmowę. Nie przy pomocy pism. Ludzie muszą mieć okazję dowiedzieć się o swoich prawach. Zatroszczyć się o siebie. Rozpoznać sytuację. Zamiast straszyć lepiej powiedzieć jakie są możliwości. Niekoniecznie od razu i niekoniecznie indywidualnie. Budowanie zaufania nie polega na stosowaniu administracyjnych formułek i metod. A zaufanie jest tu rzeczą kluczową. Trzeba stworzyc łatwo dostępną możliwość dowiedzenia się, regularnie czynny punkt informacyjny w pobliżu, trzeba zaprosić na spotkanie, niekiedy po prostu odwiedzić. Skoro Ksiądz może chodzić raz w roku po kolędzie, to dlaczego pracownik Urzędu nie może? Skoro administracja może odczytywać regularnie stany liczników, to dlaczego nie może zebrać informacji, kto gdzie mieszka i dopasować sposób działania do zainteresowanych osób?

Trzeba też sobie uświadomić, że bieda nie powinna być postrzegana jako coś pejoratywnego. W naszej kulturze nie ma rozróżnienia między ubóstwem i biedą, żadne nie jest zaletą ani nie jest też niczyją wadą. To w ogóle nie są cechy ludzi, tylko stany, przejściowe w charakterze. Zaletą jest na pewno wstrzemięźliwość. Wadą jest lenistwo, może być brak zaradności. Alkoholizm jest definiowany jako choroba. Gromadzenie dóbr nie jest postrzegane jako złe ale powinno służyć celom, przede wszystkim tym dobrym dla społeczności. Biorąc to wszystko pod uwagę – przykro mi to stwierdzić, szanowni urzędnicy, trzeba wybrać się w teren, a nie stygmatyzować ludzi – bo wymyślanie metod właściwych dla grup może być jednoznaczne z przyklejaniem nie zawsze prawdziwych etykietek. Nie o to tu chodzi, nie na tym polega pomoc.

Jeszcze pozostaje jedna sprawa, z przykrością dowiaduję się, że wciąż brakuje funduszy na Świetlice Środowiskowe i to pomimo gigantycznych pieniędzy obiecanych na rewitalizację. Nie ma pieniędzy ani dla placówek prowadzonych przez Kościół ani dla tych w które chcą się zaangażować lokalne NGO. Jeżeli pomoc dzieciom, kształtowanie właściwych postaw u najmłodszych, pomoc w wychodzeniu z ubóstwa i integracja z innymi grupami nie jest priorytetem rewitalizacji w Łodzi, to najmocniej przepraszam, co nim jest?

 

Let’s go for a run

Not so long ago I have started running, not so much at first just to check whether my everyday habit of biking around the city made me as fit as I had thought. Beginnings were difficult but with time a body gets used to the new physical activities and now I feel I need it to stay fit. I makes a person who normally conducts more sedentary lifestyle, like me, more conscious of her body and just quick-witted and easier to mobilise. Not mentioning wonderful people you meet when participating in multiplicity of events around the city. Even with time limits, I must stick to because of the work overload and family duties which hinder my engagement in more events and races, it still helps relax and just lowers stress to the acceptable levels. Being single and hard working mum this is kind of crucial, even more than having everything done with tip-top perfection.

While continuing this habit I have noticed how much does it improve my performance. It is now very easy to mobilise, I am rarely cold and not catching flew as easily as before. There are many people passionate about this sport, some of them involved much more than myself, and it is hard for me to not share their passion. What is finally the life about? Is it not just about doing what is right and being happy with it? Running is such an easy habit to increase satisfaction and it does not require any special arrangements. Instead of staying inside and worrying, watching TV, following politics, etc, and constantly making myself work as in my case, you go out and spend an hour moving your body and having pleasure out of it. What’s more the consequences are nothing but beneficial.

Some may think that physical health is not as important as intellectual development. In general there are many people who submerged in contemporary culture, with all its benefits and facilities, stopped exercising at all. They are carried or transported without engaging their muscles, they stay sitting, they watch, sometimes read and write, often work too much. Not even mentioning the image of a popular couch potato, for many exercising and doing some sports seem just a simple waste of time. This global culture, which has brought us technological innovations devoid of diversity and so much similar everywhere, has not envisaged negative consequences of some behaviours. There are so many depressions around, people are unhappy, they concentrate on their own value and on themselves so much. The contemporary tools, wonderful as they are, cannot satisfy all our needs. We must care about it for ourselves.

For me running is also another occasion to see sights. In my very short running adventure I have already visited parks in Amsterdam, I run with friends of mine in Vienna’s Ring Strasse and Old Town, which was just great, and I was running around Vatican Hill. I also looked around courtyards and pathways of South Boston. Apart of weekly running in Lodz, I practiced in Hel Peninsula, running at the beach early in the morning is just wonderful, and I run in Krakow’s Planty. Truly wonderful experience all of these runs were, confirms that taking your sport shoes with you when going somewhere makes you see more and in a pace you may easily adjust. Give it a try and you will see yourself.

image

Bieg pod Gwiazdami/Run under the Stars, 2.01.2016, wonderful running event in Piotrkowska Street in Lodz, source Gazeta.pl

A conflict and a quest for solutions

Dealing for years with a topic of public participation in urban planning I had lots of opportunities both to mall over and to discuss the nature of conflict. My own experience tells me that when the parties stick firmly to their opposite goals with no slightest trial to communicate and much hatred, then the situation will not be solved. Looking for solutions needs communication and dialog, which must assume some efforts on both conflicted sides. There is little good will in people who by definition assume that only their stand point is right and that their adversaries have nothing to propose. Usually such attitudes are simply fake and people who demonstrate them either belong to a party/ social group where fight is the main goal, or are simply paid for spreading their philosophy/ their views, etc.

conflict-slaneconz
Source of cartoon by Chris Slane: www.slane.co.nz

There is however one situation when a person becomes extremely hard to discuss with and make understand, this is the one of contesting somebody’s lifestyle. The norms which are behind the ways of life, especially when a person acts in a certain way every day, follows certain patters, become something as a second nature. The power of habit is enormous, the features which are present in people’s life persist, even when a person changes the environment and reasons for performing certain activities. The fashion plays a role here, next to the social norms present in a given society. A fear may be a part of a mechanism enforcing changes, however they would be short term in such a case, and easily rejected when the cause of fear disappears.

On the other hand, changes happen easier when groups involved feel at ease, obviously the situation opposite to the one of a conflict.  Hatred mixed with differences leads to war rather than to positive transformation. When we feel comfortable a hint from a friend and lack of pressure may help a lot, similarly as good example.

The figure below illustrates an interdependence between the compliance of goals of two parties and the level of engagement of participants. According to this theory it may be extremely difficult to achieve any kind of consensus when the engagement is high and goals are contradictory. Contrary when goals are similar and engagement remains at lower levels the chances for cooperation are much higher. Anyway the situation when goals are utterly different is rare, usually the option that both parties want something which may finally occur similar exists. Then it depends mostly on their rationality to calm down some of emotions and to look for the possibility to negotiate. War and conflict is useless, and looking at some of my friends, who used to share views and now suddenly insult each other only because of some abstract and distant political issues is kind of a shame.

chart

On the other hand lack of resistance when a social group is attacked would cause their dilution, the refusal to accept different norms should not however take forms of hatred, as this will not help solve the problem. They say compromise is good for ‘softies’, but it does not change the situation that hatred serves no one. The mutual respect which is necessary to start solving conflict may be a necessary condition and this is why the demonstration of force happens from time to time and may be sometimes required. But still hate is just a blind path, please my dear friends, have a little sense of humour, acquire some modesty and try to communicate. Even if I am talking of utopia here, still we Polish have some round table traditions, lets make an assumption we are just good at solving things out and having this agreed would be already the very first step towards “a good change”.

The Fifth Commandment

As BBC informs Polish Foreign Minister Witold Waszczykowski told German newspaper Bild on Sunday“The previous government carried out a leftist programme there (in the public media). It was as if the world was according to a Marxist model which has to automatically develop in one direction only – a new mixture of cultures and races, a world made up of cyclists and vegetarians who only use renewable energy and fight all forms of religion.”

Behind cycling, vegetarianism, ecology there is a basic care for human health. The understanding should precede implementation of values. This understanding comes together with learning, also with learning about religion. Why the fifth commandment is so hard to accept by the Catholic society? Second grade children, preparing for their First Communion are taught what the Fifth Commandment means, it’s not only about killing directly, it is also about care for health, of a given person and her peers, other people. They are taught this here, in Poland during their religion classes. This is part of this religion, I have been taught the same several years ago.

This is kind of very hard to figure out and accept, for me who has been brought up on traditional Christian values, this lack of understanding of fundamental rules behind Christian faith. The care for nature, for trees, for air, for environment, the respect towards other people life and good-being. Why is all this suddenly wrong? And yet in the name of the said “tradition”. What is traditional in cutting down trees, the plans of which have been just recently announced for Puszcza Białowieska? Why smog and environmental pollution, which are the consequences of cities stacked with overwhelming cars’ presence, should suddenly be understood as traditional Polish values?

Why building in the areas endangered with flood has suddenly become available, while it is obviously unethical and dangerous for human beings in case of inundation? Because flats may become cheapper? For whom and for how long? Vast, unbuilt river valleys are necessary to protect neighbouring settlements from floods. When constructing there, backwater from rain sewage has no place to gather and deluge gets further, produces more damage. This is one of the easiest rules in urban planning, the one which saves a lot of money if properly understood, e.g., successful planning in Bogota, started with creation of urban parks in all the river valleys.

On the other hand conciseness being one of the major features of sustainable and efficient towns, it requires proper care for human’s environment. Being close reduces travels and costs of building and maintenance of infrastructure. It enables walking and cycling, which do not produce fumes and keep people healthy. Bicycles are cheap, so is walking – our conservative party declares care for pourer people. What has the requirement to own a car to do with these announcements? Cycling and pedestrian traffic should be developed not limited, there are many people in Poland who cannot afford a car and its maintenance. Not mentioning that concise and pedestrian and bike friendly cities are also much cheapper in longer term. They require much less cleaning, they are smaller, there is less infrastructure to maintain and it is better served, the everyday car’s influx not leaving its damaging effects. They continue the historic sites, do not move as in a nomad society, leaving spoilt place behind because they got unusable and polluted.

Why the development of renewable energy became a synonyms of lack of values of secular, Western world? While it is absolutely the opposite, this is the expression of care for our planet, the Earth.  This is just absurd. Why the words of a Head of the Catholic Church mean nothing to politicians who say they represent a party who relies on Christian values? Those are not the recent statements only, they have been an important part of the Church teaching for a while – compare Encyclicals Centesimus Annus, chapter 4 or Sollicitudo Rei Socialis, chapter 5 by John Paul the Second.

It looks like the power of lifestyle, of everyday habit, outruns the thinking, rationality and understanding. The custom is stronger than values, than religion, than anything. The origin of these customs having little with Polish tradition, have polluting cars always being there? Did not Queen Bona bring vegetables from Italy here already in the sixteenth century and is there anything wrong about healthy diet? Are Poles not world famous for their hospitality, always welcoming foreigners, even when they were forbidden elsewhere? Have we Polish not loved our beautiful forests or landscape, having so many beautiful poems on them? Is the stupid recent custom and temporary conflict stronger than values, than religion, than anything. Is this really true? An extremely sad conclusion it is.

Pomiar czasu przejścia przez ulicę

Pomiar czasu przejścia przez ulicę, tak nie mylą Was oczy. Taka prosta niby sprawa a tak wiele wyjaśnia. Ilustruje szereg zjawisk, może być interpretowana jako stosunek lokalnej władzy do transportu pieszego w szczególności, a do pieszych mieszkańców Śródmieścia jeszcze bardziej precyzyjnie. Zapewne mamy tu do czynienia ze stereotypem – to zazwyczaj uboższe osoby, nie jeżdżą samochodami, więc pewnie mają czas i mogą zaczekać (?) To przypuszczenie nie sprawdza się niestety w moim przypadku, i w oparciu o obserwacje zachowań innych przechodniów, mogę wnioskować że jest ogólnie mylne. Wszyscy się tam irytują, niezależnie od wieku, ubioru czy kondycji fizycznej.

Możemy też interpretować ten czas oczekiwania jako arogancję instytucji odpowiedzialnej za ustawienia tego rodzaju systemów, albo dla odmiany jako ignorancję tychże, bo może biedni nie umieją tego ustawić. Ta ostatnia wersja też jest bardzo prawdopodobna, szczególnie że od kilku dni system wyświetlał błędne informacje o nadjeżdżających tramwajach, co szczęśliwie udało się usunąć. Być może nieszczęsny czas oczekiwania na przejście przez jezdnię też uda się wyeliminować, taki jest niewątpliwie cel tego wpisu, ośmieszyć i spowodować reakcję.

Jako że nieszczęśliwie korzystam z rzeczonego przejścia dla pieszych niemal codziennie nauczyłam się już przechodzić mimo świateł w przepisowej odległości od tego miejsca. Jedynie wędrując z córką zdarza mi się wciąż tamtędy chodzić, i zastanawia mnie zawsze jakie ma takie oczekiwanie walory edukacyjne. Zapewne moje dziecko uczy się że światła są źle ustawione i że żeby funkcjonować normalnie należałoby je ignorować.  Kochani – sprawdźcie proszę jeśli mi nie wierzycie – to video trwa bite pięć minut. Dokładnie tyle ile oczekiwanie na zielone światło. Mam nadzieję że nikogo nie uraziłam aczkolwiek podczas pięciominutowego przymusowego oczekiwania żeby przejść na drugą stronę ulicy wiele myśli może się w głowie objawić, nie wszystkie miłe.

Materiał video, nakręcony telefonem komórkowym w dniu 7 grudnia 2016, około godziny 17:45 na skrzyżowaniu ulic Narutowicza i Uniwersyteckiej, podczas oczekiwania na zielone światło dla pieszych. Czas oczekiwania ca 5 minut – co dokumentuje ciągłe wyświetlanie światła czerwonego.

O”REWITALIZACJI” Śródmieścia Łodzi

O rewitalizacji Śródmieścia…
Albo może powinnam to nazwać w trosce o mieszkańców “rewitalizowanej” dzielnicy. Uzupełnijcie sobie cudzysłowy proszę sami, nie mam cierpliwości, ile można walić głową w ścianę.
Taki nieduży zbiór cytatów, wystarczy sobie zestawić kilka informacji żeby uzyskać obraz dla którego interpretacji nie trzeba wiedzy ani dojrzałości powyżej poziomu 4 klasy szkoły podstawowej. W zasadzie każdy wniosek który się nasuwa nosi znamiona: banału, frazesu, komunału, oczywistości, uzupełnijcie sobie proszę listę synonimów słowa truizm sami.

Po pierwsze, jak donosi Dziennik Łódzki, na wczorajsze Mikołajki: “Mieszkańcy Łodzi oddychają pyłami niszczącymi płuca i powodującymi raka” – artykuł na podstawie szczegółowego raportu WIOŚ. Dane podane w tymże raporcie są bardzo alarmujące.

Po drugie władze miasta Łodzi planują budowę “Orientarium” na Zdrowiu, kosztem 3.5 ha gęsto zadrzewionego terenu (oraz 300 mln złotych). Dodam że 10m2 lasu (gęstego parku) wytwarza w sezonie ilość tlenu pokrywającą roczne zapotrzebowanie 10 osób. Zagadka: ile osób może odddychać dzięki trzem hektarom Parku na Zdrowiu, które są przeznaczone do wycinki. Dla mniej wtajemniczonych – Park na Zdrowiu, który został utworzony poprzez zachowanie niezniszczonego fragmentu lasu wcześniej porastającego te tereny, dzięki gęstemu zadrzewieniu i dużej powierzchni, a także z racji lokalizacji, stanowi wciąż rezerwuar tlenu dla obszarów centralnych miasta – Starego Polesia i dalej Śródmieścia, oraz dla sąsiadującej z nim bezpośrednio Retkinii. Jest też elementem systemu przyrodniczego miasta, o ile nadal o takowym da się w ogóle mówić, może należałoby powiedzieć że kilka lat temu jeszcze był tegoż systemu elementem.

0d78d64c52be74cab5076d16dd2fbfb1

Zdjęcie “orientarium z lotu ptaka – wyraźnie widać skalę obiektu oraz udział terenów utwardzonych, tak to jest ca 3,5 ha (wyliczenie przez T. Bużałek). Żródło obrazka – artykuł linkowany powyżej.

Po trzecie jedyne planowane działanie dla ograniczenia zanieczyszczenia to zakaz przejazdu przez miasto tirów (które nota bene właśnie wpuszczono do Śródmieścia) , który zostanie wprowadzony w życie … po wybudowaniu autostrady. Konsultowany jest ponadto program rozwoju transportu publicznego, jednakże nie towarzyszą temu żadne działania edukacyjne w zakresie przybliżenia tematyki zrównoważonego transportu, ani popularyzacji transportu pieszego i rowerowego.

Acha, jeszcze analizator do pomiarów benzenu w stacji przy Gdańskiej 16 wziął się popsuł (to chyba z nadmiaru szczęścia?)

Podobno planuje się rewitalizację Śródmieścia Łodzi.

W moim skromnym rozumieniu rewitalizacja tożsama jest z obecnością ludzi (ŻYWYCH LUDZI ?). Jeśli nie planuje się w obszarze Śródmieścia obecności ludzi w ogóle to nie ma sensu rozmawiać o rozwiązywaniu problemów społecznych, gentryfikacji i innych bardziej szczegółowych problemach, w tym zakresie polityka “rewitalizacyjna” miasta wydaje się nad wyraz spójna.

Całkiem nie pasuje jednak w tym obrazku plan powiększenia zoo, a w szczególności przeznaczona na ten cel kwota, nawet jeśli w budżecie na rok przyszły jest to ułamek na prace przygotowawcze inwestycji. Przyznam że zamiast oglądać wizualizacje zwierząt w akwariach w planowanym Orientarium wolałabym się dowiedzieć że planowane na ten cel docelowo 300 mln złotych władze miasta przeznaczą na podłączenie iluś kamienic w Sródmieściu do sieci centralnego ogrzewania/ modernizację pieców, etc, w celu redukcji obecnego zanieczyszczenia. Truizmem jest twierdzenie że istnieje coś takiego jak hierarchia potrzeb.

Abstrahując od rewitalizacji przy braku troski o środowisko w centralnej części miasta wszelkie podejmowane tam inwestycje można uznać za chybione. Przyznam, że jakoś nie umiem sobie wyobrazić tłumów inwestorów w kolejce do Nowego Centrum Łodzi, nieważne czy będziemy rozmawiać o biurach czy też o mieszkaniach, jeśli nie będzie tu czym oddychać. Bardzo mocno zanieczyszczone powietrze to jest bardzo zła reklama każdej inwestycji – co oczywiście też jest truizmem.

Obserwacje cykliczne łódzkie

Od kilku lat dojeżdżając do pracy rowerem w mieście Łodzi dostrzegam pozornie nieistotne zmiany. Pojawiają się one cyklicznie i każdorazowo budzą mój podziw i zadziwienie. Jeden z cykli powtarza się mniej więcej co roku i związany jest ze zmianami temperatury, rozpoczęciem roku szkolnego i akademickiego, wreszcie z nadejściem sezonu jesiennego a potem zimowego. Otóż co roku, pomimo że warunki atmosferyczne tego nie uzasadniają mieszkańcy i odwiedzający moje miasto przesiadają się do aut. Jako że poziom zamożności rodaków rośnie to rzeczonych aut jest corocznie coraz więcej. Powyższe przyczyny skutkują tym że poczynając od września korków jest coraz więcej, są coraz dłuższe i stojący w nich kierowcy stają się coraz bardziej agresywni.

Drugi cykl wynika z prowadzonych prac budowlanych, paradoksalnie rozpoczęcie większego remontu sieci ulicznej w mieście Łodzi skutkuje zazwyczaj zmniejszeniem zakorkowania ulic. Kierowcy wiedząc, że będą musieli spędzić ileś godzin siedząc za kółkiem bądź rezygnują z dojazdu albo też przesiadają się do tramwaju/autobusu.

Cykl trzeci wreszcie to ten tygodniowy. Po burzliwym tygodniu pracy w sobotę i w niedzielę w godzinach porannych na ulicach jest niemal pusto. Wieczorem i popołudniami ruch rośnie w okolicach centrów handlowych, ale nie są to znaczne wielkości. Właściwie sobota i niedziela to jedyne dni w tygodniu, kiedy spacerowanie po Śródmieściu staje się przyjemnym doświadczeniem, nie ma hałasu i zdecydowanie zmniejsza się ilość spalin.

Dla mnie osobiście, z racji formy codziennych dojazdów, niezależnej od dostępności pasa drogowego – rower zazwyczaj da się przeprowadzić niemal wszędzie – upór kierowców jest rzeczą całkowicie abstrakcyjną. Kompletnie nie umiem zrozumieć po co dobrowolnie decydować się na codzienne spędzanie długiego czasu w stojącym na ulicy aucie. Nie rozumiem dlaczego kierowcy nie dostrzegają faktu że to oni sami tworzą korki. Nie rozumiem czemu nie zauważają że ich auta wytwarzają spaliny. Nie umiem sobie wytłumaczyć skąd upór w blokowaniu torowisk tramwajów i zastawianiu pasów autobusów. To jest w mojej ocenie działanie bezmyślne i pozbawione sensu, na szkodę własną i współmieszkańców miasta.

W oczekiwaniu na szczyt klimatyczny w Paryżu

Ostatnie doniesienia dotyczące zamiarów braku ratyfikowania przez Polskę konwencji klimatycznej podczas zbliżającego się szczytu w Paryżu wydają mi się niewiarygodne. Odnoszę wrażenie że na skutek braku należytej edukacji nadal nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji. Większość naukowców jest zgodna co do tego, że działania ludzi w istotny sposób przyczyniają się do wzrostu temperatury, raporty na ten temat sporządzane przez renomowane instytucje były wielokrotnie publikowane – Raport IPCC z 2014 roku.

COkwJsuUsAAxQUq.jpg-largeTytułem potwierdzenia – wyjaśnienie przez Biuro Gubernatora Stanu Kalifornia, adresowane do jednego z jego gości.

Już w tej chwili obserwujemy konsekwencje zmian klimatu, globalne ocieplenie oraz coraz częstsze katastrofy i nasilenie zjawisk atmosferycznych o bardzo gwałtownym przebiegu to wyraźnie potwierdza. Podnoszenie się poziomu mórz i oceanów jest faktem, potwierdzonym pomiarami, podobnie jak topnienie pokrywy lodowców.  Postępujące zmiany klimatu skutkują coraz liczniejszymi katastrofami w tych rejonach świata, gdzie technologia i istniejące wcześniej zasoby nie są w stanie skutecznie im zapobiec. Coraz więcej ludzi cierpi na skutek braku domu, pożywienia, utraty bliskich osób. Skutkiem ubóstwa jest też nasilanie się konfliktów zbrojnych, napięta atmosfera i  brak zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych zawsze przynoszą negatywne konsekwencje. W efekcie ludzie dotknięci biedą, wobec zagrożenia życia i zdrowia własnego i najbliższych, decydują się na migrację. Fale uchodzców z krajów Azji i Afryki docierają do pozostałych części świata, dotąd spokojnych i pozornie bezpiecznych w swojej tymczasowej stabilizacji. Informacje na ten temat trafiają do nas niemal codziennie.

Wobec zaistniałej sytuacji konieczne jest wspólne działanie. Tym bardziej że we współczesnym zglobalizowanym świecie, w którym nosimy buty wyprodukowane w Pakistanie, jemy owoce przywiezione z Libii i popijamy sokiem z pomarańczy z Maroka nie da się już odizolować. Nie można czuć się bezpiecznym nie będąc częścią większej całości, takiej jak Unia Europejska, czy NATO.  Akceptacja tego traktatu pozostaje w naszym dobrze rozumianym interesie – o czym poniżej.

Jest bowiem  jeszcze druga strona medalu – a mianowicie kwestia rozwoju technologicznego. Nasza rodzima myśl technologiczna winna być rozwijana, po to abyśmy mogli sprzedawać wiedzę i know how, a nie jedynie tanią siłę roboczą. Przystąpienie do paktu klimatycznego winno być traktowane jako zobowiązanie, bodziec do restrukturyzacji, do rozwijania nowych technologii, do współpracy z innymi krajami Europy celem tworzenia polskich, rodzimych rozwiązań, które moglibyśmy sprzedawać. Co z tego że jeszcze przez kilka lat ograniczona grupa górników będzie mieć zatrudnienie jeśli przez to stracimy szansę dołączenia do grupy krajów, które produkują energię w sposób nie zagrażający funkcjonowaniu życia na Ziemi. W efekcie, zamiast tworzyć i efektywnie współpracować z bardziej zaawansowanymi partnerami, skończymy importując rozwiązania z Niemiec, Austrii, Francji, itd.

Jeszcze na koniec tych przydługich rozważań wrócę do jakże dla mnie samej osobiście ważnych myśli Papieża Franciszka zawartych w Encyklice Laudato Si – pełny tekst w języku polskim. Proszę żeby ci którzy o tych sprawach decydują podjęli uważną lekturę słów Papieża. To jest głos rozsądku w imię naszego wspólnego dobra.

What should come after Paris?

12219537_10206981918319338_4963303265470768049_nThe creator of the drawing is a French artist ‎ #JeanJullien‬

The compassion towards the victims is a feeling which we all share. Our deepest emotions go to the families and friends of those who were killed, we want to express our desire to help. We talk about the need of strength  and the perseverance to overcome the difficult times. All this spreads and slowly we start realising that even if it is the easiest for us to imagine the situation of citizens of the Western and well admired city, like Paris, the war has been started elsewhere. The tragedies of people happen each day, and without eliminating the reasons the consequences may spread even further.

Apart of the political situation which will for sure get its in-depth analyses lots of tensions result from the worsening environmental conditions of regions where current conflicts take place. This environmental danger which rapidly raises as a a follow up of the unpredictable changes in climate conditions makes people fight for shrinking resources. 2015 is to become the first year to crack the halfway mark of 2°C warming, the benchmark that’s been targeted as “safe” climate change.
“A new World Bank report shows that climate change is an acute threat to poorer people across the world, with the power to push more than 100 million people back into poverty over the next fifteen years.  And the poorest regions of the world – Sub-Saharan Africa and South Asia – will be hit the hardest.”

Isn’t this part of the problem? We may only consider such questions rhetorical.

I do hope that the Paris climate talks will succeed in global agreement, also now when the dangers of the consequences of the ongoing changes have suddenly become explicit in so said and regrettable way. The Western world is not really able to remain safe, while horrible things happen elsewhere.

PS. The title is a paraphrase of the one in The NY Times. Don’t you think we should look for solutions and eliminate reasons, not only fight the consequences in the less or more concerted way?

Oblicza patriotyzmu

Zbliżające się Święto Niepodległości winno może stać się przyczynkiem do rozważań o istocie pojęcia patriotyzmu. Pojęcie to rozumiane jest bowiem rozmaicie, wielorakich interpretacji umiłowania wartości i Ojczyzny można odnaleźć w szczególności w wypowiedziach i aktywności polityków wiele. Popularnym dość sposobem manifestowania przywiązania do polskości bywa udział w manifestacjach, publiczne demonstrowanie symboli narodowych. To wysoce chwalebne działanie zasługuje na najwyższą pochwałę, dobrze jednak jeśli oprócz deklaracji za demonstrowanym patriotyzmem podążają również działania.

Patrząc na rzecz z perspektywy odmiennej nie jest w moim rozumieniu, ani chyba w niczyim rozumieniu, być nie może i nie powinien, patriotyzmem nacjonalizm, niejednokrotnie podbarwiony nienawiścią i okraszony mową wrogości w stosunku do obcych. Niezależnie od nacji, czy też rodzaju i stopnia odmienności, nie powinniśmy nigdy utożsamiać braku tolerancji z zamiłowaniem do swojskości. To są dwa całkowicie sprzeczne pojęcia.
Teraz pytanie: czy można uznać za patriotyzm pomijanie rodzimej twórczości i kreatywności na rzecz promocji wytwórstwa i produktów obcych? Promowanie, tak przecież powszechne, globalnych korporacji i marek przed naszymi rodzimymi? To nie są działania i decyzje dostępne na poziomie obywateli, tego rodzaju rozstrzygnięcia mają charakter polityczny i dotyczą wydatkowania środków na dziedziny takie jak badania i rozwój, innowacje, promocję i wspieranie rodzimego przemysłu, etc. Produkty obcych koncernów są zazwyczaj lepsze, i stąd wymagający rodzimi klienci z pewnością po nie sięgną, powołując się na indywidualne rozliczenie zysków i strat.

Nie jestem całkiem pewna czy patriotyzmem, i tu dotyczy to zarówno indywidualnych osób jak i decydentów, można nazwać indywidualne decyzje polegające na uczestnictwie w otwarciach nowych wspaniałych centrów handlowych, zazwyczaj przecież również należących do obcych marek, które skutecznie pustoszą centra miast z wszelkich usług. Jeśliby policzyć ilość metrów kwadratowych powierzchni handlowej w większości dużych, a przecież nie tylko, miast Polski, prawdopodobnie mogłoby się okazać że powierzchnia przypadająca na jednego mieszkańca tychże miast, może być już sumarycznie większa niż powierzchnia jego własnego udziału w zajmowanym M. A co najmniej może być tak że zbliżyła się do tego pułapu, ciekawa byłabym wyników takiego badania…

Co wobec tego zasługuje na miano patriotyzmu, szczególnie w wydaniu tych, którzy podejmują decyzje kształtujące warunki naszego codziennego i nie tylko funkcjonowania? Z pewnością, w ślad za demonstracją uczuć, iść winny działania, których celem byłaby poprawa losu członków tej samej wspólnoty. Z pewnością również wśród działań pożądanych winno znaleźć się wsparcie dla innowacji, wsparcie dla rozwoju technologi, wspieranie wytwórczości, tak aby jej rezultaty miały szanse osiągnąć jakość konkurencyjną z analogicznymi produktami obcych marek. Wśród działań zaś długofalowych, ale do podjęcia od zaraz – myślenie o tym aby znaleźć się w gronie eksporterów rozwiązań, a nie wśród tych którzy muszą nabywać patenty i uczyć się produkować bez usterek. Bardzo bym chciała żeby patriotyzm oznaczał również poszanowanie dla środowiska i lokalnej przyrody, szanowanie współobywateli i nie zatruwanie im życia – w sensie dosłownym i w przenośni, umiejętność współpracy, zamiast całkiem niepotrzebnej i często nieuczciwej konkurencji, o ile nie walki.

Polski krajobraz doczekał się bardzo wielu przedstawień literackich, chcielibyśmy żeby takim pozostał. Nie powinien stać się miejscem rabunkowej gospodarki. Powinniśmy nauczyć się jego wartości cenić i umiejętnie wykorzystywać, tak aby nasi następcy również mieli szanse rozumieć dlaczego nasz kraj jest piękny. Polskie miasta i ich mieszkańcy zasługują na warunki życia nie gorsze od miast zachodnioeuropejskich, we wszystkich wymiarach: ekonomicznym, społecznym i środowiskowym. To nie powinny być jedynie czcze postulaty odnoszące się do rzeczywistości najbogatszych, ale również tych których nie stać lub nie potrafią tak dobrze odnaleźć się we współczesnej rzeczywistości. Zakończę tę nieco przydługą listę życzeń prośbą o zgodę, obecny poziom dyskursu może nas zaprowadzić jedynie donikąd.