Wieści z grodu Kraka

Miałam dzisiaj okazję wziąć udział w doskonałej konferencji w Krakowie. Konferencja  “Partycypacja dla przestrzeni. Przestrzeń dla partycypacji. Procesy, wyzwania, narzędzia” zorganizowana przez Krajowy Instytut Polityki Przestrzennej i Mieszkalnictwa zgromadziła liczne grono osób zainteresowanych tym tematem. Jako że znalazłam się tam z racji długoletniego zainteresowania zagadnieniami partycypacji, z dużym podziwem mogłam obserwować jak bardzo rośnie grono specjalistów w tej dziedzinie. Przez kilka dobrych lat, pisząc książkę, nie bardzo byłam w stanie czynnie angażować się w cokolwiek innego. W tym czasie pojawiły się liczne inicjatywy młodych projektantów, takie jak Żywa Ulica Fundacji Napraw Sobie Miasto Pawła Jaworskiego, czy firma A2P2 Łukasza Pancewicza i Moniki Arczyńskiej. Część dawnych aktywistów miejskich, w tym znajomych z Łodzi, którym kiedyś podpowiadałam, teraz pracuje w administracji publicznej różnych szczebli, w tym rządowego. Coraz więcej osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji w sprawach planowania w urzędach miast rozumie i aktywnie wdraża metody partycypacji. Miałam między innymi okazję spotkać osoby z którymi kiedyś współpracowałam realizując projekty planów. O niektórych z wdrażanych przez takich specjalistów inicjatyw opowiadam studentom przy okazji wykładów. Pojawiły się liczne stowarzyszenia i fundacje, a także firmy, które działania partycypacyjne realizują. Rzecz nabiera rumieńców i ma szansę stać się siłą napędową zmian. Miejskie Biura Planowania i Pracownie Urbanistyczne piszą na swoich profilach o partycypacji, nie jest tak że trzeba jej zasady czy też potrzebę każdemu tłumaczyć. Jak miało to miejsce jeszcze 12 lat temu kiedy broniłam doktorat na ten temat.

Przyznam szczerze, że rzeczona wizyta była dla mnie bardzo inspirująca. Pomyślałam sobie, że ponieważ mój niegdysiejszy blog w serwinie money.pl przestał istnieć, a poruszana tam problematyka nadal niestety pozostaje aktualna, jako że zmiany w planowaniu, które tam postulowałam nadal nie zostały dokonane, czas najwyższy aby bblog odtworzyć. Oczekujcie zatem, że będę Was co jakiś czas, w odstępach nieregularnych zadręczać opowieściami o tym co w rodzimej praktyce planistycznej nie działa tak jak powinno. Stay tuned!

Let’s make a place!

There is more to placemaking than the actual making of places, understood as placing benches, adding flowers, changing pavements, and the like, and I am convinced people involved in these activities would share my views. Creating social situations, around which the real physical settings would be built in future, conveys a method to change reality. The strength of local communities gathered and unified around a place is in the position to provide brand new and often very creative proposals based on the in-depth observation of the real-life situations performed by many. Strength stemming also from the complex composition of a group of various and multiple profiles increases the potential for creativity. The daily usage of space yields numerous small-scale situations which call for better, more comfortable solutions. Not being afraid of people, collaborating with them, architects and urban designers may use this knowledge, answer these needs. Add a support to a bench here to help an elderly lady sit comfortably. Add a seat there, in the shadow so a group of teenagers could protect themselves from the summer heat. Use the breeze which cools the air and which nobody would expect in a place like that. Slowly develop solutions, starting with temporary prototypes. Often not even real just to understand each other and actual needs. Show local people they are respected and ask their opinion, your work may change real-life conditions of a few and of so many.

Great rulers of the past understood social needs, this is perhaps why they deserve to be called great now. Bacon explains that once, the famous pope Sixtus the Fifth, walking the paths of Rome from one church to another followed by groups of pilgrims, must have noticed the need to give the processions a proper scenery. With time these processions acquired physical form in one of the most recognisable layouts of streets forever. We may multiply such examples.

Contemporary society is different; we are no longer unified around one single vocation. Guessing what different people want would be a chore, much easier is just to ask or sometimes to show examples. Not only would we learn about the desired culture of usage of space, but also gain support for our further efforts. We just work in order to achieve these goals with the local community, not against them. Otherwise, given little means, urbanists are given in the contemporary world, with our role reduced to advisory only, we may just sit comfortably in our armchairs and complain that in the past, urbanism used to be great.

This is a little piece of a philosophy behind our recent involvement in the workshop our students held at the Institute of Architecture and Town Planning of Lodz University of Technology where I work. The workshop itself deserves a separate entry and it will get it very soon. Stay tuned!

33900841_10156805846359026_9208718437369511936_o

Kolejny artykuł z cyklu Kulą w płot

Szanowni,

Na łamach łódzkiej Gazety Wyborczej ukazał się kolejny artykuł z mojego ulubionego cyklu, a mianowicie ‘Kulą w płot’ : http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,44788,23473141,lodz-nie-ma-bezpiecznych-tras-rowerowych-chcemy-jezdzic-i.html. Tym razem rzecz jest o braku warunków dla jazdy rowerem w mieście Uć, w tym w szczególności w jego części centralnej, szumnie i dumnie określanej mianem Strefy Metropolitalnej. Artykuł bazuje na doświadczeniach własnych, tudzież mojej własnej Rodziny. Bardzo mi przykro to stwierdzić, ale jeżdżenie z dziećmi po łódzkim śródmieściu przypomina do złudzenia to co znane mi jest z filmów pod nazwą rosyjskiej ruletki. Może coś rzeczony artykuł pomoże, ale aby tak się stało takich artykułów i listów do Redakcji wszelkiej maści gazet łódzkich powinno być więcej. Do czego gorąco zapraszam i mobilizuję. Potrzebna jest Masa Krytyczna (dla odmiany listów). Może nas dostrzegą!

Kolejny sukces: rzeki w Łodzi

Udało się: w piątkowe popołudnie w mieście o nazwie Łódź można było wreszcie pobrodzić w rwącej rzece wody.

5af5c42e4f35f_p

Źródło zdjęcia: Dziennik Łódzki

Niektórzy mieszkańcy i przyjezdni nawet próbowali, bądz to wysiadając z zalanych aut, które nagle znalazły się pośrodku rwącego strumienia wody bądź też próbując przejść na przystanek do którego i tak nie podjeżdżał zatrzymany w pobliskim jeziorze tramwaj. Najgłębszy i najbardziej wartki potok popłynął nowo-wybudowanym wąwozem alei Mickiewicza-Piłsudksiego. Niewątpliwie można uznać to za sukces tej inwestycji – bo przecież jak to? Łódź i nie ma rzek?

Jedno z najgłębszych jezior wybrało sobie lokalizację na podwórzu UMŁ, wdzięczne zapewne za możliwość zaistnienia. Zapytacie zapewne czemu tak piszę i jak to? Przecież ulewa to kataklizm z gatunku naturalnych i UMŁ nie ma prawa zapisać sobie jej zaistnienia w poczet sukcesów. Ulewy owszem być może rzeczywiście nie może, ale brak możliwości retencjonowania wody już jak najbardziej. Poczynając od zapisów planów miejscowych, po “remonty ulic”, budowę licznych nowych parkingów, realizację inwestycji drogowych całkowicie pozbawionych możliwości odprowadzania nadmiaru wody opadowej, czy wreszcie tak banalne rzeczy jak czyszczenie studzienek kanalizacyjnych – wszystko to nie jest bynajmniej katastrofą “naturalną”. Z tego też względu, przy obserwowanych ostatnio zmianach klimatu, może się nagle okazać że w mieście zlokalizowanym na dziale wodnym, w całkiem nieoczekiwany sposób, będziemy okresowo doświadczać podtopień i braku możliwości dojazdów niczym w miejscowościach nadmorskich czy położonych nad rzekami. Może się okazać że łódź nagle stanie się w Łodzi niezbędna.

Specustawa mieszkaniowa

Konsultowane obecnie zmiany obowiązującego stanu prawnego proponowane w tak zwanej “specustawie mieszkaniowej” w praktyce zmierzają do likwidacji stabilności inwestycyjnej w naszym kraju. Wprowadzenie tej ustawy uniemożliwi zagwarantowanie deweloperowi, który będzie oferował mieszkania w budynku o wysokich walorach, zlokalizowanych w sąsiedztwie terenów otwartych czy z widokiem na park dotrzymanie tych zapewnień. Ponadto w dłuższej perspektywie umożliwienie zabudowy terenów otwartych niezależnie od ich przeznaczenia w planach miejscowych stanie się źródłem istotnych konfliktów społecznych – mieszkańcy terenów, gdzie dojdzie do zamiarów inwestycyjnych likwidacji parków, skwerów, zieleńców, które dotychczas były chronione w planach miejscowych, będą protestować. Podobnie jak protestować będą mieszkańcy przyszłych osiedli wybudowanych bez zapewnienia należytego dojazdu w postaci utwardzonej i oświetlonej ulicy, usług, przykładowo szkoły czy przedszkola w pobliżu czy kanalizacji.

W dłuższej perspektywie nieuporządkowana lokalizacja terenów inwestycyjnych pozbawiona planów spowoduje znaczną rozległość obszarów zurbanizowanych, i może doprowadzić do sytuacji zmniejszenia obszarów upraw i produkcji rolnej. Nadmiernie rozczłonkowana granica obszaru zurbanizowanego pozostaje w konflikcie z użytkowaniem rolniczym, w efekcie taka polityka może doprowadzić do problemów z zaspokojeniem potrzeb Polaków w zakresie produkcji żywności – tak jak miało to miejsce przykładowo w Holandii w okresie II wojny światowej, i jak dzieje się to współcześnie np. we Włoszech.

Przypadkowa, niezaplanowana lokalizacja inwestycji mieszkaniowych na obrzeżach miast i w terenach otwartych wygeneruje dodatkowe potoki ruchu kołowego. Rozproszenie tych terenów uniemożliwi ich skuteczną  obsługę transportem publicznym. Dodatkowe ilości samochodów na ulicach już zakorkowanych miast oznaczać będą jeszcze bardziej zwiększone zanieczyszczenie powietrza i dalsze znaczne pogorszenie jakości życia i zdrowia Polaków.

Praktyczna likwidacja instrumentu planowania przestrzeni jakim jest plan miejscowy zamiast umożliwić realizację inwestycji stanie się jedynie źródłem chaosu. Plany miejscowe nie są barierą inwestycyjną ale gwarantem ładu przestrzeni. rozumianego jako jej racjonalne wykorzystanie. Obecnie uchwalone miejscowe plany zagospodarowania przestrzeni pozwalają na budowę mieszkań w budynkach jedno i wielorodzinnych dla ponad 77 milionów osób. Ponadto obejmujące swoim zasięgiem całość obszaru Polski studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzeni pozwalają na budowę mieszkań dla dalszych 314 milionów. Prawdziwą barierą dla uruchomienia tych terenów nie jest plan lecz brak instrumentów prawnych oraz infrastruktury, które pozwoliłyby na uruchomienie tych terenów.

W miastach nie udaje się łatwe znalezienie terenów pod inwestycje, pomimo iż szereg działek stoi od lat pustych i ich właściciele traktują je jako lokatę kapitału, czekając na wzrost cen nieruchomości. Do celowego burzenia istniejących naniesień przyczynia się sposób naliczania podatku od nieruchomości, który faworyzuje tereny puste. Zmiana sposobu naliczania podatku katastralnego na taki, który byłby powiązany z potencjalną wartością nieruchomości zapisaną w planach i wynikającą z jej lokalizacji i uzbrojenia wymusiłaby zwiększenie obrotów na rynku nieruchomości i uruchomienie od wielu lat nieużytkowanych terenów, a także terenów zainwestowanych w stopniu mniejszym niż ten zdefiniowany w planach i studiach.

Kolejną przyczyną stagnacji na rynku nieruchomości, która uniemożliwia łatwą konsumpcję ustaleń planów i studiów jest nieuporządkowany stan prawny olbrzymiej ilości nieruchomości w Polsce. Niemożność ustalenia właściciela przez kilka dekad skutkuje tym że dobrze zlokalizowany i uzbrojony teren leży przez wiele lat odłogiem.

Ponadto racjonalna polityka przestrzenna winna zakładać dystrybucję ludności w wielu ośrodkach o różnej skali, a nie jedynie nieograniczony wzrost ośrodków już dobrze funkcjonujących. Dla umożliwienia jednak takiej polityki konieczne jest po pierwsze prowadzenie polityki przestrzennej w skali regionalnej – potrzeba ustawy porządkujących relacje między podmiotami w skali metropolii. Ponadto, lub może przede wszystkim, niezbędne jest zapewnienie odpowiedniego transportu publicznego, umożliwiającego sprawne codzienne przemieszczanie się mas ludzi. Taki transport, dla uzyskania racjonalności wymaga aby obsługiwane miasta i osiedla charakteryzowały się odpowiednią gęstością zabudowy.

Ograniczenie potrzeb przemieszczania się można w pewnym stopniu uzyskać poprzez zapewnienie odpowiedniego mieszania funkcji w ramach ośrodków miejskich, jednak to mieszanie nie powinno być dziełem przypadku, a świadomym planowaniem. Pozostawiając lokalizację terenów mieszkalnych w całości w rękach przypadku narażamy przyszłych mieszkańców nowych osiedli na sąsiedztwo przykładowo niebezpiecznych zakładów chemicznych, czy farm produkujących trzodę chlewną.

Ilość argumentów przemawiających za wysoką szkodliwością społeczną proponowanych rozwiązań prawnych jest niezliczona. Można byłoby zawrzeć je na kartach wielotomowej encyklopedii. Powyżej wypunktowałam jedynie niektóre, te które wydają mi się szczególnie bolesne.

Jewish culture’s impact on the ​form of towns in central Poland

This is a book on the impact of Jewish culture on the development of towns in central Poland. This is what should be stressed. I have got a little personal relation to it. I am very happy to introduce this book to the readers of my irregular blog. Actually, many of my friends and colleagues asked me where to buy it and how. So the main purpose of this entry is that I would like to explain here how to do this.

23316686_10215435364504131_495045814941624763_n

The book has been published by Wydawnictwo Politechniki Łódzkiej (Lodz Technical University Publishing House). If you do not speak Polish, instead of going through Polish pages it is much more rational to just write the retailer and order a book. You may also want to have my signature on it, please do not hesitate to ask for it. Just write an email to zamowienia@info.p.lodz.plIt will be my huge pleasure to go to the library where publishing house is located and sign it for you.

I had a wonderful opportunity to promote the book not so long time ago in Lodz Centre of Dialogue of Marek Edelman. I am very grateful to the Directeur of the Centre Dr Joanna Podolska and her employees for both this opportunity and very warm welcome. This has been a great event and I was astonished how many people came and wanted to share their interests in Jewish culture and its impact on the urban fabric of Lodz and other towns in central Poland.

Here are some photos from this event:
27972327_2102124786471654_8185009528010696166_n

27972702_2102124749804991_1905886771205263087_n

28058777_2102124819804984_2101738348339197260_nphotos by Dialogue Centre of Marek Edelman

Should we talk about slums?

Coming recently from the World Urban Forum 9 in Kuala Lumpur, I would like to share one of the observations I had. At the same time, I hope to resolve some of the doubts which grow around the final Declaration of this Congress. There are voices which say that not talking about slums is a critical omission and even expression of bad will of its authors. I consent this opinion, as this topic is expressed in the document, only using other words.

og

Please notice that Kuala Lumpur Declarations expressly speaks about: “Managing the complexities of increased migration into cities, at all levels, leveraging positive contributions of all and using more inclusive planning approaches that facilitate social cohesion and create economic opportunities.”

I am convinced that we should not talk any longer about slums, not call them like that anymore. The informal settlements should be discussed instead and treated equally to the formal planning as two different instances of human construction activities. The word slum has got strongly negative connotation, it assesses and devaluates the urban structures and people to which it refers. While we have already learned that unequal treatment of people is wrong, and we try to eliminate our lack of understanding of different cultures at the level of perception of other behaviours, it is still not the case with urban structures. Explaining it as clearly as I only can, as artefacts of cultures, urban fabrics, especially informal ones, contain the vital cultural component. What we often perceive as mess and slums, might be and for sure is the expression of our own culture. We see diversity as something wrong because it does not comply with our own ways of living. These convictions are ingrained, it is difficult to get rid of them when looking at slums.

I used the same words when writing my book on Jewish Polish settlements in central Poland before the World War II. Jewish settlements were perceived as ugly and the ones which need ordering. While some of them were poor and thus often dirty and poorly maintained, part of this perception had cultural reasons and led to the eradication of most of these neighbourhoods. As we all know, they were destroyed together with their citizens and their very specific culture. The process of demolitions followed critics which were raised for years. The reasons behind had strong cultural component.

The expression which declaration uses addresses the actual problems which are behind the malfunctioning areas, without however talking about slums. We should not use such words, they are very strongly offensive, they value and assess neighbourhoods and through this their inhabitants. The research on informal settlements and their values contains many volumes. Part of this approach we find also in complexity studies that equal input of top-down, formal planning, and unplanned self-organised human activities. To conclude, the Kuala Lumpur declaration calls for our support. And for sure we should not speak about slums anymore, this is wrong.

 

 

 

Nie zabijaj albo o miejskiej wyspie ciepła

Zadaniem władzy publicznej jest dbałość o zdrowie i życie obywateli. Kiedy czytam o licznych pacjentach zajmujących każdy niemal skrawek wolnego miejsca w szpitalach w związku z falą upałów w Łodzi, nie umiem powstrzymać myślenia o tym że to wcale tak nie musi być. Wystarczyłaby odrobina myślenia i chęci planowania miasta tak aby ograniczyć tego rodzaju nagatywne zjawiska. Wystarczyłaby dość podstawowa znajomość fizyki. I wola polityczna, troska o własnych mieszkańców, czy …dopiszcie sobie własną nazwę dla empatii, zdrowego rozsądku, itd, wedle uważania i wyznawanego systemu wartości.

Posłużę się prostym schematem, powyżej, żeby rzecz wyjaśnić. Otóż energia bywa akumulowana przez obszary zurbanizowane (co jest oczywiście truizmem i wszyscy to wiemy). W dzień, podczas upału promienie słoneczne powodują nagrzewanie powierzchni ulic i budynków, i to ciepło jest akumulowane i oddawane później w nocy. Efektem jest to że w mieście zawsze jest cieplej niż poza miastem. Źródła energii to nie tylko promieniowanie słoneczne ale również auta, ludzie, urządzenia służące klimatyzacji, zakłady przemysłowe, etc. Szczególnie mocno zjawisko wyspy ciepła odczuwane jest w obszarach intensywnie zabudowanych i utwardzonych, pozbawionych zieleni. Obudowane ulice, z racji swojej geometrii, zatrzymują promieniowanie cieplne w większym stopniu niż przestrzenie otwarte, choć z pewnością nie dotyczy to otwartych wybetonowanych/wyasfaltowanych parkingów. Jednocześnie też ulice o węższym przekroju, dzięki zacienieniu mogą wpływać na zmniejszenie nagrzewania. Kolejnym truizmem w ramach tej notatki (która sama w sobie wydaje mi się tak oczywista, że aż głupio mi to pisać) będzie stwierdzenie że powierzchnie ciemne nagrzewają się bardziej niż powierzchnie jasne.

Ponadto wpływ na występowanie lub nie niekorzystnego zjawiska wyspy ciepła mają obecność zieleni oraz bliskość cieku lub zbiornika wodnego. Istotne są też oczywiście czynniki metereologiczne, związane niewątpliwie z lokalizacją danej miejscowości, a więc: wilgotność powietrza, występowanie chmur, układ wiatrów, oraz dynamika prądów atmosferycznych (która będzie inna na wzgórzu a inna w kotlinie).

O roli zieleni w mieście nie tak dawno już pisałam, i zdaje się że w sposób dość zrozumiały. Jest niebagatelna i jej obecność może w znacznym stopniu obniżyć  temperaturę i zmniejszyć ryzyko występowania chorób. Inną metodą radzenia sobie z problemem jest umiejętne gospodarowanie wodą opadową i jej retencjonowanie, nawet czasowe. Form zagospodarowania jest tu co niemiara. Poczynając od ogrodów deszczowych, które czasowo zatzymują wodę, w ten sposób zapobiegając zalewaniu ulic i dodatkowo czyszcząc ją przed odprowadzeniem do kanalizacji. Po naturalne lub sztuczne mokradła (swale), gdzie forma organizacji przestrzeni osiedla koncentuje się wokół kładki pieszej – po to aby nie zaburzać równowagi ekologicznej systemu (jak np. w Piekenhoef, zdjęcie poniżej, źródło ).
oss-iii-1024x614

Pomiędzy znajdziemy całą masę innych form retencjonowania wody i zazieleniania miejskich przestrzeni po to aby obniżać temperaturę w intensywnie zabudowanych częściach miasta. Nie muszę dodawać, że działania prowadzące do podniesienia temperatury, nawet jeśli ich konsekwencja jest nieuświadamiana, mają konsekwencje dosłownie i w przenośni zabójcze. Czyli może zróbmy coś z tym wreszcie?

Terroryści samobójcy

Przyznam że śledzenie równolegle dyskusji o przyjmowaniu lub nie do naszego zacnego kraju ofiar wojen, zmian klimatu, czy też takich czy innych zapaści gospodarczych oraz doniesień o wypadkach na naszych drogach wywołuje u mnie coś na kształt nasilającej się reakcji alergicznej. Psychoza, która ogarnia niektórych rodaków, ich lęk i obawa przed terroryzmem oraz straszenie opowieściami o muzułmańskim wilku, osiąga już rozmiary monstrualne. Jednocześnie dość spokojnie ci sami ludzie przyjmują doniesienia o kolejnych zdarzeniach na drogach. Zaledwie wczoraj i dzisiaj było ich w samej Łodzi kilka, ilustracje i cytaty z gazet poniżej.

http://www.dzienniklodzki.pl/na-sygnale/wypadki/g/wypadek-na-rondzie-insurekcji-kosciuszkowskiej-pijani-opiekunowie-zabrali-dziecko-i-uciekli,12187095,24325821/

http://www.dzienniklodzki.pl/na-sygnale/wypadki/a/wypadek-na-dabrowie-zderzenie-bmw-zbmw-zdjecia,12187085/

http://www.dzienniklodzki.pl/aktualnosci/a/wypadek-na-jedrzejowskiej-w-lodzi-zdjecia-film,12186159/

Większość dotyczyła całkowicie nieodpowiedzialnego prowadzenia pojazdów mechanicznych pod wpływem alkoholu. Inne przewiny to najczęściej nadmierna prędkość lub wymuszanie pierwszeństwa. Pokłosie wypadków samochodowych jest w naszym kraju wciąż bardzo duże. Podczas gdy dwa lata temu odnotowano nieznaczny spadek ich liczby w roku ubiegłym znów liczba wypadków wzrosła. Moje miasto rodzinne niestety w tych statystykach przoduje. Zwróćcie proszę uwagę jakiego to są rzędu wielkości – tu link do Raportu Komendy Głównej Policji z ubiegłego roku. W roku ubiegłym zgłoszono Policji “33 664 wypadki drogowe mających miejsce na drogach publicznych, w strefach zamieszkania lub strefach ruchu”, w tym 3026 wypadków było śmiertelnych, a rannych zostało 40766 osób. W roku 2014 wypadków było więcej bo 34970, w roku 2015 32967.

Spróbujcie zestawić te dane z analogicznymi danymi o liczbach ofiar zamachów terrorystycznych, o których czytamy w gazetach. Jednocześnie w tych wypadkach giną lub tracą zdrowie wszyscy, kobiety, dzieci, mężczyźni, cywile, czasem nawet służby mundurowe. Od dawna już na swój prywatny użytek nazywam kierowców którzy zachowują się skrajnie nieodpowiedzialnie terrorystami-samobójcami. I tak naprawdę porównując metody działania, szczególnie ostatnich zamachów, wiele się nie mylę.

Oczywiście możecie powiedzieć, że w tym przypadku nie jest to działanie zamierzone. Ci ludzie nie zabijają, ani nie ranią siebie ani innych w sposób celowy. Dla mnie, jako pieszego, czy dla członków mojej rodziny, którzy jednak w większości poruszamy się pieszo lub jeżdżąc rowerem, przyznam że nie ma to większego znaczenia. Nie jest dla mnie istotne czy przyczyną braku kontaktu z rzeczywistością u osoby, która mnie zabije lub uszkodzi będzie zamroczenie na skutek odurzenia wizją (taką czy inną, nawet religijną), czy też będzie to zamroczenie alkoholowe.
Jednocześnie władze mojego miasta z uporem godnym maniaka wspierają rozwój motoryzacji wydatkując na budowę infrastruktury znaczne kwoty pieniędzy. I nie kontrolują trzeźwości ani prędkości kierowców, lub też takie kontrole zdarzają się niezwykle sporadycznie. Nie ma też żadnych absolutnie przepisów limitujących sprzedaż napojów wyskokowych w święta, czy w godzinach porannych. W ogóle nie ma żadnych działań zmierzających do ukrócenia bezkarności pijanych idiotów wsiadających za kółko, a jeśli to są one marginalne. Rzecz nie tylko w wysokości kart, choć moim zdaniem za jazdę po pijanemu powinien to być co najmniej przepadek pojazdu ma rzecz Skarbu Państwa oraz dożywotnia utrata prawa jazdy, co w jej nieuchronności. To zaś wymaga konsekwentnych kontroli i egzekucji przepisów. Gadamy sobie o terroryźmie, a o prawdziwych przyczynach zgonów Polaków jakoś nie chcemy rozmawiać. Już do nich przywykliśmy zapewne, są codziennością. Dlaczego godzimy się dobrowolnie na taką codzienność?